Przyjaźń i dobroćPolski
Tola i smutny pomidor
Tola miała tak cichy głosik, że słyszały ją tylko te rzeczy, które stały całkiem blisko.
Mieszkała z dziadkiem przy szklarni. Było tam parno jak w czajniku i pachniało pomidorami. Każdego ranka Tola brała swoje wiadro. Było całkiem zwyczajne, tylko że nigdy nie wylewało się do końca. Zawsze zostawał w nim ostatni paluszek wody. Nikt się temu nie dziwił. Wiadro już takie było.
Tego ranka Tola chciała pomóc najmniejszemu krzaczkowi na końcu rzędu. Zwisał jak mokra szmatka, a jego pomidorki były małe i zielone.
Tola wylała na niego wodę. Chlust! Krzaczek dalej zwisał.
– Dziadku… – szepnęła.
Ale dziadek stał daleko z koszem i szukał czerwonych pomidorów na zupę. Nie usłyszał. Tola pomyślała: „Sama dam radę”.
Wzięła patyk i przywiązała do niego krzaczek. Patyk się przechylił. Plum! Krzaczek leżał znowu na ziemi.
Tola usiadła obok wiadra i patrzyła. Inne krzaki stały blisko siebie. Liście dotykały liści, a pszczoła brzęczała od jednego do drugiego. Mały krzaczek stał sam, trochę dalej niż reszta.
Tola wstała i podeszła tak blisko, że liść połaskotał ją w nos. Pochyliła się i szepnęła:
– Lubię cię.
Liść drgnął. Potem drugi. Krzaczek powoli się podniósł, jakby przeciągał się po spaniu. Tola kichnęła: apsik! Cały krzaczek zakołysał się, jakby się śmiał.
– Co tam szepczesz? – zawołał dziadek z końca rzędu.
– Nic takiego – szepnęła Tola. – Mówię do pomidora.
Dziadek nic nie odpowiedział, ale Tola usłyszała, jak się uśmiecha.
Jeden mały liść położył się na jej dłoni. Był ciepły i trochę wilgotny. A w wiadrze obok chlupnął ostatni paluszek wody.