Przejdź do treści

Rodzina i domPolski

Żółta kredka i wróbel

Na parapecie siedział wróbel i trzymał w dziobie żółtą kredkę.

Ola wcale się nie zdziwiła. Wszyscy wiedzą, że wróble noszą małe rzeczy z gniazda do gniazda, za każdym razem inną drogą.

Ola siedziała przy stole i robiła laurkę dla babci i dziadka. Mieli przyjść po obiedzie. Na kartce stał już niebieski dom, rosły czerwone kwiaty i stało dwoje ludzi z siwymi włosami. Brakowało tylko słońca. A Ola nie miała żółtej kredki.

– Wróbelku, pożyczysz mi ją? – zapytała.

Wróbel otworzył dziób. Kredka spadła na stół. Tuk! I potoczyła się.

– Toczy się, toczy się kredka! – zawołała Ola.

Prawie ją złapała. Ale kredka wyśliznęła się spod palców i pobiegła pod krzesło. Tuk, tuk, tuk. Ola wyciągnęła ją stamtąd i postawiła na kartce. Toczy się, toczy się kredka! Znów uciekła.

– Stój! – powiedziała Ola. Kredka nie stanęła.

Ola spróbowała jeszcze raz. Przycisnęła kredkę książką, ale wtedy nie mogła nią rysować. Usiadła i zamyśliła się. Kredka była gładka i okrągła jak mała rurka. Dlatego się toczyła.

Wróbel skakał po stole i ćwierkał. Nie patrzył na kredkę. Patrzył na kłębek czerwonej włóczki, który leżał koło kartki.

– Chcesz włóczkę do gniazda? – zapytała Ola.

– Ćwir! – powiedział wróbel.

I wtedy Ola dostała pomysł. Odwinęła kawałek włóczki i zwinęła go w mięciutkie kółko, jak malutkie gniazdko. Położyła w nim kredkę. Kredka drgnęła i została.

– Ha! – szepnęła Ola.

Narysowała wielkie słońce z promieniami. Żółte, ciepłe, takie jak gorąca bułka. Resztę włóczki dała wróblowi. Złapał ją w dziób i odleciał, tą drogą, której jeszcze nigdy nie wybrał.

Ola położyła laurkę na stole. Za drzwiami zaszurały kroki. Ktoś zapukał: puk, puk, puk.