Przyjaźń i dobroćPolski
Lokomotywa w szklarni
— Pożyczysz mi lokomotywę? — zapytał Franek, a Ola schowała ją za plecami.
W szklarni babci było ciepło i pachniało ziemią. Na długim stole stały skrzynki z sadzonkami. To takie malutkie roślinki, które dopiero wyszły z ziemi. Ola ułożyła między skrzynkami tory. Chciała, żeby jej czerwona lokomotywa przejechała cały stół, od drzwi aż do konewki.
— Nie — powiedziała. — Dziś jadę sama.
Franek tylko wzruszył ramionami. Przyniósł babci konewkę i został, bo miał podlać listki.
Ale w torach była dziura. Między dwiema skrzynkami brakowało jednego kawałka.
Ola puściła lokomotywę. Tuk-tuk-tuk… plum! Lokomotywa wpadła w miękką ziemię. Ola ją wyjęła i otrzepała.
Położyła w poprzek dziury ołówek. Tuk-tuk-tuk… lokomotywa zakręciła się i zsunęła. Znowu plum.
— Nie umiem — westchnęła Ola.
Franek podlewał listki i cicho nucił. Obok niego stał jego drewniany wagonik, długi i płaski. Ola popatrzyła na wagonik. Potem na dziurę. Potem znowu na wagonik.
— Franek, pożyczysz mi wagonik? Będzie mostem. A potem ty poprowadzisz lokomotywę.
— Dobrze! — ucieszył się Franek.
Położyli wagonik w poprzek. Most kołysał się trochę jak huśtawka, ale się trzymał. Ola podała lokomotywę. Franek puścił ją za mocno. Tuk-tuk-tuk, przejechała most, pobiegła dalej i trach! uderzyła w konewkę. Kropla wody prysnęła Oli prosto na nos.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
— Jeszcze raz! — zawołała Ola.
Jechali jeszcze raz i jeszcze raz, raz Ola, raz Franek.
W drzwiach stanęła babcia.
— Idzie mgła — powiedziała. — Zostawcie wszystko, jak jest. Mgła przypilnuje do rana.
Biała mgła wsunęła się do szklarni, miękka jak mleko. Otuliła skrzynki, tory i konewkę. Ola i Franek siedzieli obok siebie bardzo cicho. Z bieli wystawał już tylko czerwony nosek lokomotywy, która stała na wagoniku, jakby sobie odpoczywała.