Zwierzęta i przyrodaPolski
Puste gniazdo Toli
Tola mieszkała w jedynym domu we wsi, na którego dachu gniazdo było jeszcze puste.
Na każdym innym dachu stał już bocian. Stał na jednej nodze i patrzył na łąkę, jakby był tam od zawsze. Tylko u Toli wiatr świstał w starych patykach.
– Bocian na pewno przyleci – mówiła mama. – Trzeba poczekać.
Ale Tola nie umiała czekać. Wyszła na podwórko i zawołała:
– Wracaj, bocianie!
Nic. Tylko kura spojrzała na nią i poszła dalej.
Tola włożyła czerwony szalik i zaczęła nim machać nad głową. Wtedy nad domem przeleciał duży bocian. Leciał nisko i wolno, a długie nogi ciągnął za sobą jak dwa patyki. Zobaczył szalik, zakręcił i poleciał do stawu.
– Oj – westchnęła Tola. – Szalik go nie przekonał.
Usiadła na ławce. Z sąsiedniego dachu doszło głośne stukanie: klap, klap, klap. To bocian stukał dziobem.
Tola wstała powoli. Przecież bociany się nie wołają. Bociany stukają!
Pobiegła do kuchni i wzięła dwie drewniane łyżki. Stanęła pod gniazdem i zastukała najgłośniej, jak umiała.
– Klap, klap, klap! Wracaj, bocianie!
Przez chwilę było cicho. Potem coś zaszumiało nad jej głową. Duży bocian wrócił od stawu. Opadł na gniazdo, aż zatrzeszczały patyki. Rozejrzał się, poprawił dziobem jeden patyk, drugi, a potem spojrzał na Tolę.
– Klap, klap, klap – powiedział.
– Klap, klap, klap – odpowiedziała Tola i podniosła łyżkę.
Bocian pochylił się i chwycił ją za sam koniec. Pociągnął, a Tola nie zdążyła nawet pisnąć. Łyżka poleciała w górę i wylądowała w gniazdzie, tuż obok jego nogi.
– Hej! To moja łyżka! – zawołała Tola.
Bocian położył ją sobie na środku, jakby to był najlepszy patyk na świecie. Potem stanął na jednej nodze.
Tola zaśmiała się cicho i usiadła na ławce. Nad nią, na dachu, bocian stukał dziobem: klap, klap, klap. A czerwony szalik powiewał na płocie jak mała flaga.