Pory roku i pogodaPolski
Ola i grzybobranie z krukiem
Na kapeluszu małego grzyba leżał złoty guzik, a Ola nie miała pojęcia, skąd się tam wziął.
Był jesienny poranek. Liście szeleściły pod butami, a las pachniał mchem. Ola wzięła koszyk i poszła na grzybobranie. Chciała znaleźć duże prawdziwki i przynieść je Babci na zupę. Babcia nic o tym nie wiedziała. To miała być niespodzianka.
Ola spojrzała na swoją kurtkę. Brakowało guzika z kotwiczką.
– Aha – powiedziała. – Kruk go pożyczył, a ten zostawił w zamian.
Wszyscy wiedzieli, że kruki tak robią. Zawsze pożyczają jedną błyszczącą rzecz i zawsze oddają inną. Na gałęzi siedział właśnie taki kruk i przekrzywiał głowę. Szukał czegoś nowego do pożyczenia.
Duże grzyby rosły po drugiej stronie strumyka. Strumyk był wąski, a jednak za szeroki na jeden krok.
– Raz, dwa i hop! – zawołała Ola i skoczyła.
Plusk! Jedna stopa została w wodzie. Skarpetka zrobiła się zimna jak lód.
Spróbowała z patykiem. Patyk był za krótki i wpadł do strumyka. Popłynął sobie jak malutka łódka.
Kruk sfrunął na koszyk i dziobnął srebrną klamerkę.
– Nie ta! Ta jest Babci! – zawołała Ola.
Kruk się nie przejął. Wziął klamerkę i odleciał. Ola westchnęła.
Wtedy zobaczyła, że w strumyku leży gruby pień, płaski jak stół.
– Jeden krok to za mało – powiedziała. – Ale dwa kroki?
Raz, dwa i hop! Na pień. Raz, dwa i hop! Na brzeg.
Za strumykiem stały grube, brązowe prawdziwki. Ola wykręcała każdy ostrożnie, a dziurkę przykrywała mchem. Zebrała pełny koszyk i wróciła tą samą drogą: raz, dwa i hop, raz, dwa i hop.
W kuchni przykryła koszyk ściereczką. Babcia ją uniosła i zajrzała. Na wierzchu leżał żołędziowy kapelusik, który kruk zostawił za klamerkę.
– Ojej – powiedziała Babcia. – Kto tu przyszedł?
Ola się uśmiechnęła. W garnku zabulgotało: blup, blup. Pachniało lasem.