Rodzina i domPolski
Zuzia i pierwsza gwiazdka
Zuzia stała na taborecie i przyciskała nos do szyby. Za oknem robiło się granatowo.
– Jeszcze nie ma – szepnęła.
W Wigilię kolację zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś zobaczy pierwszą gwiazdkę. Tata nakrył już stół. Babcia postawiła miskę z uszkami. Wszyscy czekali na Zuzię, bo w tym roku to ona miała wypatrzyć gwiazdkę.
Ale niebo zasnuły chmury, grube jak kołdra.
– Jeszcze nie ma – powiedziała Zuzia głośniej.
Włożyła kozaki i wyszła przed dom. Śnieg zaskrzypiał: chrup, chrup. Za nią wyszedł pies Bury. On miał swoją sprawę: chciał odszukać kość, którą zakopał pod krzakiem.
Zuzia stanęła pod latarnią i zadarła głowę. Chmury, chmury i nic więcej.
– Jeszcze nie ma – westchnęła.
Spróbowała inaczej. Weszła na ławkę przy płocie, żeby być bliżej nieba. Stanęła na palcach. Dalej same chmury.
Wtedy zauważyła, że latarnia świeci bardzo jasno. A maleńka gwiazdka pewnie świeci bardzo słabo. Taką łatwo przykryć światłem.
Zuzia spojrzała na tyły podwórka. Tam, koło szopy, było ciemno. Tak ciemno, że zwykle tamtędy nie chodziła.
– Bury, a jeśli ona jest tam? – zapytała cicho.
Bury nie odpowiedział. Kopał w śniegu koło szopy, aż leciały grudki.
Zuzia wzięła głęboki oddech. Poszła w ciemność, krok po kroku. Stanęła obok psa i czekała. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do mroku i śnieg zrobił się niebieski.
Nagle Bury kichnął głośno: apsik! Śnieg spadł mu z nosa, a Zuzia się roześmiała.
Wtedy wiatr przesunął chmurę. Zrobiła się w niej dziurka, nie większa niż guzik. A w dziurce coś zamrugało.
– Jest! – krzyknęła Zuzia. – Jest pierwsza gwiazdka!
Drzwi domu otworzyły się szeroko. Na podwórko wypłynął ciepły zapach barszczu. Bury zaszczekał, a mała gwiazdka mrugała dalej, nad dachem szopy.