Przejdź do treści

Rodzina i domPolski

Ola i kamyki spod schodów

— Jest tu kto? — zapytał cienki głosik spod schodów. Ola przykucnęła i zajrzała do ciemnej szpary.

Ola dopiero co przeprowadziła się do nowego domu. Ciężarówka z pudłami jeszcze nie przyjechała. W jej pokoju stał tylko pusty koszyk, a na półce nie leżało nic. Ola bardzo chciała, żeby ten pokój choć trochę stał się jej.

W szparze siedział mały jeż w czapce z żołędzia.

— Jestem Kolec — powiedział. — Mam pełne łapki kamyków, ale nie mam czym ich nosić. Chcę je zanieść pod płot, do mojej norki.

Kamyki były gładkie jak jajka. Ola od razu zapragnęła mieć je na półce.

— Dasz mi jeden? — zapytała.

— Nie — powiedział Kolec. — Wszystkie są do norki.

Ola pomyślała i spróbowała inaczej.

— To ja ci pomogę nosić.

Wzięła pięć kamyków w ręce. Ale kamyki były śliskie. Plum! Wyśliznęły się jej z rąk i potoczyły się w dół po schodach. Tuk, tuk, tuk, tuk.

Kolec pobiegł za nimi, a Ola za nim. Schody w dół są dłuższe niż w górę, wiadomo. Ola liczyła: dwanaście stopni w dół. Kamyki i tak toczyły się dalej, aż w końcu zatrzymały się przy drzwiach.

Wspinali się z powrotem. W górę było tylko siedem stopni, bo schody w górę są krótsze, wiadomo.

— Znowu spadną — westchnął Kolec, przyciskając kamyki do brzucha.

Wtedy Ola spojrzała przez drzwi swojego pokoju. Na podłodze stał jej koszyk.

— Kolec! Ja mam koszyk! Pusty!

— A ja mam kamyki, których nie mam w czym nosić — powiedział Kolec i jego kolce aż się zjeżyły z radości.

— Dam ci koszyk, a ty dasz mi trzy kamyki na półkę. Zgoda?

— Zgoda!

Kolec wsypał kamyki do koszyka. Ola ułożyła trzy na półce, jeden obok drugiego. Kolec zarzucił koszyk na plecy i poczłapał do drzwi.

Najmniejszy kamyk na półce jeszcze się chwilę kołysał. Potem stuknął cichutko i znieruchomiał.