Wyobraźnia i cudaPolski
Prezent pod poduszką
– Ciii, nie obudź jej – szepnął ktoś za drzwiami, a Tola od razu otworzyła oczy i postanowiła nie spać.
Bardzo chciała zobaczyć, kto w nocy na Mikołajki kładzie prezent pod poduszkę. Co roku rano coś tam leżało. Ale nigdy nie wiedziała, kto to przyniósł.
– Nie śpię, nie śpię – powtarzała w myślach.
Powieki robiły się ciężkie jak mokre skarpetki. Zamykały się same. Tola podniosła je palcami. Puściła, a one klap, zamknęły się znowu.
Spróbowała inaczej. Usiadła i liczyła gwiazdki z naklejek na suficie. Doliczyła do siedmiu i ziewnęła tak szeroko, że prawie połknęła kołdrę.
Wtedy zobaczyła Misia. Miał na szyi mały dzwoneczek. Tola miała pomysł. Odwiązała dzwoneczek i przywiązała go sznureczkiem do rogu poduszki. Drugi koniec owinęła sobie wokół palca.
– Kto tu dotknie poduszki, ten zadzwoni – szepnęła. – A ja się obudzę.
Położyła się. Nie śpię, nie śpię, nie…
Drzwi skrzypnęły. Pac, pac, pac, szły kapcie. Jeden kapeć zapiszczał jak myszka. Ktoś stanął przy łóżku i powoli, powolutku uniósł poduszkę.
Dzyń!
Palec Toli szarpnął się na sznurku. Uchyliła jedną powiekę, tylko troszeczkę.
Nad nią stał tata. Na głowie miał czerwoną czapkę, trochę krzywą. W ręku trzymał paczuszkę w srebrnym papierze. Zamarł jak posąg.
– Ho, ho… eee… to znaczy: ciii – wyszeptał bardzo niskim głosem.
Tola szybko zacisnęła oczy. Usta same zrobiły jej się szerokie od uśmiechu, ale zagryzła je mocno.
Tata wsunął paczuszkę pod poduszkę. Poprawił sznurek. Kapeć zapiszczał jeszcze raz, a drzwi cichutko kliknęły.
Tola leżała bez ruchu. Pod policzkiem szeleścił papier. A mały dzwoneczek, kiedy poruszyła palcem, zadzwonił jeszcze raz, całkiem cicho: dzyń.