Przejdź do treści

Wyobraźnia i cudaPolski

Drzwi za pomidorami

Ola zbierała pomidory do wiadra, kiedy za liśćmi zobaczyła małe zielone drzwi. Nigdy ich tu nie widziała.

– Chcę wiedzieć, co jest za nimi – szepnęła.

Pchnęła je. Nic. Pociągnęła za gałkę. Znowu nic. Zapukała: puk, puk. W cieplarni było parno jak w garnku z zupą, ale za drzwiami panowała cisza.

– Otwórz się, proszę – powiedziała Ola.

Drzwi nie ustąpiły. Ola usiadła na wiaderku i zamyśliła się. Wtedy zobaczyła na ziemi małe ślady: trzy palce z przodu, jeden z tyłu. Prowadziły prosto do szpary pod drzwiami.

– Wrona! – zawołała Ola. – Ta, co wczoraj pożyczyła mi łyżeczkę.

W tej okolicy wrony zawsze tak robiły. Brały jedną błyszczącą rzecz, a oddawały inną. Za łyżeczkę Ola dostała niebieski guzik i nikt się nie dziwił.

Ola pomyślała, że te drzwi pewnie otwierają się tylko od drugiej strony. A ktoś po drugiej stronie na pewno lubi błyszczące rzeczy. Wyjęła z kieszeni łyżeczkę. To była druga, na zapas. Wsunęła ją w szparę i pomachała.

Po drugiej stronie coś zaszurało.

– Kra! – krzyknęła wrona.

Łyżeczka szarpnęła się i zniknęła. Wrona skakała i podskakiwała, bo chciała ją mieć na swojej półce. Wskoczyła na drążek przy drzwiach i…

Klik!

Drzwi uchyliły się same. Za nimi była mała wnęka, a w niej gniazdo ze słomy. Wokół leżały zakrętki, klucz, paciorki i jedna łyżeczka, już wcześniej tam schowana. Wrona siedziała na nich dumna jak królowa.

– Ojej – powiedziała Ola. – Tu jest twój skarb.

Wrona zakrakała cicho, wzięła łyżeczkę w dziób i położyła na brzegu wiaderka. Obok upuściła srebrną zakrętkę. Zakrętka zadzwoniła o metal: ding. Pomidory w wiaderku pachniały słońcem, a z liści kapała na ziemię ciepła kropla po kropli.