Wyobraźnia i cudaPolski
Tola i mała gwiazdka
Gwiazdka wpadła do wiadra z wodą i zasyczała jak zapałka.
Tola podbiegła. Był wczesny ranek, a nad jarmarkiem wisiała mgła. Paski na namiotach ledwo było widać. Tylko karuzela z krzesełkami na łańcuchach kręciła się jak zawsze, bo ona nigdy się nie zatrzymywała.
W wiadrze świeciła gwiazdka, nie większa od orzecha.
– Zaraz zrobi się jasno – szepnęła. – Muszę być na niebie, zanim wszyscy się obudzą.
– Odniosę cię – powiedziała Tola. – Jestem Tola.
Wzięła gwiazdkę w dłonie. Była ciepła jak bułka. Tola podrzuciła ją wysoko. Gwiazdka poleciała kawałek i wróciła. Plum! Prosto do wiadra.
– Jeszcze nie – westchnęła gwiazdka.
Tola przyniosła drabinę. Była to ostatnia drabina na całym jarmarku. Tola weszła na pierwszy szczebel, na drugi, na trzeci. Trzask! Szczebel pękł, a Tola usiadła na trawie.
Z mgły wyszedł kogut. Szukał okruszków przy budce z prażoną kukurydzą.
– Kukuryku! – zapiał. – Jest piąta, czwarta, trzecia!
Mgła zawsze mieszała mu godziny.
Kogut dziobnął ciekawie gwiazdkę.
– Kwa! Gorąca! – krzyknął i uciekł z powrotem w mgłę.
Tola się zaśmiała. Potem spojrzała na karuzelę. Krzesełka na łańcuchach kręciły się coraz szybciej i unosiły się wysoko, tak wysoko, że znikały we mgle.
– Gwiazdko – powiedziała Tola. – Trzymaj się mnie.
Usiadła na krzesełku i schowała gwiazdkę w dłoniach. Karuzela niosła ją w górę. Wyżej, jeszcze wyżej, aż mgła została w dole, a nad głową było ciemne niebo.
– Teraz – szepnęła Tola i otworzyła ręce.
Gwiazdka uniosła się lekko, jak mydlana bańka. Zawisła między innymi gwiazdami i mrugnęła.
Krzesełko zatoczyło koło i zjechało w dół. Muzyka karuzeli dzwoniła cicho, a w dłoniach Toli było jeszcze ciepło. Gdzieś w mgle kogut zapiał:
– Kukuryku! Jest szósta, piąta, czwarta!