Wyobraźnia i cudaPolski
Orzeszek, mały statek piracki
– Dziś płynę sama! – powiedziała Tosia.
Miała mały statek piracki, nie większy od wanny. Nazywał się Orzeszek. Na maszcie wisiała czarna flaga z uśmiechniętą rybką. Na pokładzie stał czajnik, który gwizdał inną melodię dla każdego, kto nalał do niego wody. Dla Tosi gwizdał: fiu-fiu-fiu, tra-la.
Tosia chciała dopłynąć do największego liścia lilii na końcu stawu i wypić tam herbatę. Liście były tak duże, że można było na nich stanąć.
Kartka z instrukcją, jak się żegluje, gdzieś zginęła. Pewnie wiatr ją zabrał.
– Trudno – powiedziała Tosia. – Spróbuję sama.
Pociągnęła za linę. Żagiel załopotał i Orzeszek zakręcił się dookoła. Wokół, wokół, wokół.
– Powoli, Orzeszku, powoli – szepnęła Tosia.
Chwyciła łyżkę i zaczęła wiosłować. Orzeszek zakręcił się w drugą stronę. Wciąż nie płynął do liścia.
Na jednym z liści siedziała żaba. Wygrzewała brzuch w słońcu i wcale nie miała ochoty pomagać.
– Kum – powiedziała tylko i zamknęła oko.
Tosia westchnęła i spojrzała w górę. Flaga z rybką łopotała i wskazywała prosto na wielki liść. Wiatr wiał właśnie tam!
– Aha! – zawołała Tosia. – Wiatr też chce tam płynąć!
Ustawiła żagiel tak, żeby wiatr pchał go w plecy. Powoli, Orzeszku, powoli. Statek zachybotał raz i drugi, a potem popłynął prosto jak strzała.
Bum! Miękko stuknął w brzeg liścia. Żaba otworzyła oko i skoczyła na sąsiedni liść. Plum!
Tosia weszła na wielki liść i postawiła czajnik. Nalała wody, a czajnik zagwizdał jej melodię: fiu-fiu-fiu, tra-la. Orzeszek kołysał się cicho przy liściu, a flaga z rybką łopotała w ciepłym wietrze.