Wyobraźnia i cudaPolski
Kuba i zielona łuska
Kuba znalazł na ścieżce zieloną łuskę, większą od tacy. Była gładka i trochę ciepła.
– To od smoka – powiedział. – Pewnie mu spadła.
W wiosce wszyscy znali smoka, który mieszkał w jaskini pod wzgórzem. Był duży i bardzo śpiący.
Kuba niósł łuskę pod pachą i szukał owieczki Meli. Wypuścił ją rano na łąkę, a teraz łąka była pusta. Mela stała po drugiej stronie strumienia i beczała: „Meee!”
Strumień był za szeroki, żeby go przeskoczyć.
Kuba cofnął się, wziął rozbieg i skoczył. Chlup! Wylądował w wodzie po kolana.
– Za szeroko, żeby skoczyć – westchnął.
Znalazł deskę i położył ją na wodzie. Była za krótka i od razu popłynęła w dół. Znowu za szeroko.
Kuba usiadł na brzegu. Łuska leżała obok niego. Pchnął ją palcem, a ona nie utonęła. Kołysała się na wodzie jak miska w kąpieli.
– Ojej – szepnął Kuba. – Przecież to łódka!
Wsiadł ostrożnie. Odepchnął się długim patykiem, raz, drugi, trzeci. Łuska płynęła powoli i skrzypiała. Mela patrzyła szeroko otwartymi oczami.
Kiedy Kuba dobił do brzegu, usłyszał ciężkie kroki. Z wzgórza schodził smok. Rozglądał się i kręcił głową. Szukał czegoś na ziemi.
– Hik! – zrobił smok. Miał czkawkę.
– Dzień dobry – powiedział Kuba. – Ja mam twoją łuskę. Płynąłem nią po Melę.
Smok przechylił głowę. Kuba przepchnął łuskę do brzegu i smok przycisnął ją łapą do grzbietu. Przykleiła się na swoje miejsce.
– Hik! – powiedział smok jeszcze raz. Z jego nosa wyleciało małe ciepłe obłoczki.
Kuba i Mela usiedli obok niego na trawie. Smok oddychał powoli, ciepło jak świeży chleb prosto z pieca. Czkawka ucichła. Został tylko szum strumienia.