Przejdź do treści

Zwierzęta i przyrodaPolski

Antek i światełko w trawie

Antek był jedynym małym niedźwiadkiem w lesie, który nie umiał zasnąć bez światełka.

Wszystkie inne misie już chrapały w norach. Antek leżał pod swoją kołdrą z liści, ale w norze było ciemno jak w studni.

– Nie zasnę – szepnął. – Potrzebuję lampki.

Wyszedł na łąkę. W trawie mrugały świetliki, raz tu, raz tam. Antek wyciągnął łapę do najbliższego.

– Chodź, będziesz moją lampką!

Świetlik mrugnął i już siedział na liściu obok.

– Nie mogę – powiedział. – Szukam siostry. Mrugam do niej, żeby mnie znalazła.

– Tylko na chwilkę! – poprosił Antek.

Skoczył. Prawie, prawie! Ale świetlik był już na kępce mchu. Antek skoczył znowu. Prawie, prawie! Świetlik siedział na gałązce. Antek przykrył go kubeczkiem z żołędzia, ale świetlik wyleciał górą. Antek się potknął i usiadł w trawie. Bum!

– Nic z tego – westchnął. Był bardzo zmęczony. Położył się na plecach i przestał gonić.

Wtedy zauważył coś nowego. Światełka na łące nie mrugały byle jak. Mrugały powoli, w kółko, tak jak się oddycha. Raz, dwa. Raz, dwa.

Antek mrugał razem z nimi. Raz, dwa. Raz, dwa.

Poczuł coś na nosie. To był ten sam świetlik. Siedział na samym czubku i patrzył daleko.

– Stąd widać najlepiej – szepnął. – Tylko nie ruszaj się.

Antek leżał jak kamień. Z drugiego końca łąki ktoś odmrugnął: raz, dwa. Świetlik pisnął z radości i odfrunął.

Ale łąka dalej świeciła. Antek przyciągnął kołdrę z liści i wsunął się pod nią. Nad nim mrugało i mrugało, raz, dwa, raz, dwa, coraz wolniej.

Jego oczy mrugały razem z nimi, aż zamknęły się same.