Zwierzęta i przyrodaPolski
Biedronki w ogrodzie — bajka na dobranoc
Tosia, mała biedronka, bardzo chciała wejść na sam czubek słonecznika.
– Stamtąd widać cały ogród – mówiła babcia. – I tam pierwsze robi się ciepło.
Tosia miała siedem czarnych kropek i jedną wielką ciekawość. Wyruszyła rano, kiedy trawa była jeszcze mokra od rosy.
Łodyga słonecznika była gruba i śliska. Tosia weszła trochę wyżej i ślizg! Zjechała na sam dół.
– Wyżej, wyżej, jeszcze troszeczkę – powiedziała do siebie i spróbowała jeszcze raz. Ślizg! Znowu była na dole.
Na łodydze siedział ślimak Gucio.
– Dzień dobry – powiedział. – Ja też idę na górę. Na najwyższym liściu stoi największa kropla rosy i chcę ją wypić.
– To chodź szybciej! – zawołała Tosia.
– Nie umiem szybciej – odparł Gucio. – Idę swoim krokiem.
Tosia nie chciała czekać. Rozłożyła skrzydełka i bzzz… Skrzydełka były mokre i ciężkie. Pyk! Spadła na szeroki liść i odbiła się jak na skakance. Potem usiadła i westchnęła.
Wtedy się rozejrzała. Liście rosły wokół łodygi jeden nad drugim. Jeden niżej, drugi wyżej, trzeci jeszcze wyżej. Zupełnie jak schody.
– Aha – szepnęła Tosia.
Wdrapała się na kolejny liść. Potem na następny. Liście były szorstkie, wcale nie śliskie.
– Wyżej, wyżej, jeszcze troszeczkę – śpiewała.
Na ostatnim liściu zrobiło się jasno. Nad Tosią stał wielki żółty kwiat, a słońce grzało jej plecy. Skrzydełka szybko wyschły. Ogród leżał w dole, zielony i cichutki.
Po długiej chwili przyszedł Gucio. Sunął powoli po łodydze, aż dotarł do największej kropli.
– Siorb – zrobił.
Tosia siedziała obok niego. Słońce było ciepłe jak kocyk, a w kropli, która jeszcze została, błyszczał cały mały ogród.