Zwierzęta i przyrodaPolski
Tola, Bruno i huśtawka
Tola była jedyną dziewczynką na podwórku, która mówiła szeptem. Nawet wtedy, gdy bardzo się cieszyła.
A dziś cieszyła się najbardziej na świecie, bo w domu pojawił się nowy piesek. Miał na imię Bruno i był mały jak bochenek chleba. Tola chciała tylko jednego: żeby Bruno się z nią pobawił.
Ale Bruno siedział pod ławką i drżał.
– Bruno, chodź do mnie – szepnęła Tola.
Piesek nie ruszył się ani o krok. Tola rzuciła piłkę. Piłka potoczyła się i stuknęła o ławkę. Bruno schował nos w łapy.
Tola westchnęła i poszła na huśtawkę. Na tym podwórku huśtawka na linie leciała wyżej, jeśli ktoś liczył na głos. Nikt się temu nie dziwił.
– Raz – szepnęła Tola. – Dwa. Trzy.
Huśtawka poszła w górę. Lina skrzypnęła: skrzyp, skrzyp. I wtedy Tola coś zauważyła. Uszy Bruna drgnęły przy „raz”. Drgnęły przy „dwa”.
– Aha – szepnęła. – Ty lubisz liczyć.
Liczyła dalej, cicho i równo. Cztery, pięć, sześć. Bruno wysunął nos spod ławki. Siedem, osiem. Wyszedł na trawę, krok za krokiem. Dziewięć. Usiadł dokładnie pod huśtawką i patrzył w górę, raz w lewo, raz w prawo.
– Dziesięć – szepnęła Tola.
– Apsik! – kichnął Bruno.
– Jedenaście! – zaśmiała się Tola i huśtawka podleciała jeszcze trochę wyżej.
Bruno zamerdał ogonem. Najpierw trochę, potem bardzo.
Tola zaczęła liczyć w drugą stronę. Dziesięć, dziewięć, osiem. Huśtawka zwalniała, coraz niżej i niżej. Trzy, dwa, jeden.
Huśtawka stanęła. Bruno wskoczył Toli na kolana, miękki i ciepły jak świeża bułka. Zwinął się w kłębek.
Lina skrzypnęła jeszcze raz, całkiem cicho. Tola czuła, jak pod jej ręką bije maleńkie serce: puk, puk, puk.