Ciało i zmysłyPolski
Żabi nocnik
Tosia była jedyną dziewczynką na całej ulicy, która miała nocnik z żabią buzią. Dziś w nocy bardzo chciała zrobić do niego siusiu, całkiem sama, jak duzi.
Obudziła się, bo brzuszek jej o tym przypomniał. W korytarzu paliła się latarenka. Świeciła na niebiesko, a to znaczyło, że deszczu nie będzie. Nikt się temu nie dziwił, bo latarenka zawsze tak robiła.
Nocnik stał w łazience, na końcu korytarza. Tosia wzięła pod pachę zająca i ruszyła na paluszkach. Cichutko, cichutko.
Na samym środku leżał kot Bury. Nie spał. Patrzył na ćmę, która biła skrzydełkami o latarenkę. To była jego ćma i nie zamierzał jej odpuścić.
– Bury, przesuń się – szepnęła Tosia.
Bury nawet nie mrugnął.
Tosia spróbowała obejść go z lewej, ale tam stał kosz na buty. Spróbowała z prawej, ale tam wisiał długi płaszcz taty, jak ciemny pan. Wtedy zobaczyła dywanik przy ścianie. Poszła po nim. Cichutko, cichutko. I już była w łazience.
Usiadła na żabie. Żaba była zimna. Siusiu jednak nie przychodziło.
Tosia słuchała. W domu było tak cicho. A siusiu w nocniku robi głośne ciurkanie. Obudzi mamę, tatę i całą ulicę.
Wtedy Bury wszedł do łazienki i usiadł obok. Zaczął mruczeć. Mruczał głośno, jak mały traktor, a nikt się nie obudził.
– Jak ty możesz być głośny, to ja też – szepnęła Tosia.
I zrobiło się: ciurr, ciurr!
Bury aż podskoczył i uderzył ogonem w kosz. Ćma sfrunęła z latarenki i usiadła żabie na nosie. Tosia zachichotała w dłoń.
Włożyła piżamkę, wzięła zająca i wróciła po dywaniku. Cichutko, cichutko. Latarenka świeciła na niebiesko, a za jej plecami mruczał Bury, i mruczał, i mruczał.