Ciało i zmysłyPolski
Czajnik, który gwiżdże Stasiowi
Staś chciał zrobić babci niespodziankę. Babcia drzemała w ogrodzie, a on chciał położyć jej na kolanach żółte kwiaty, zanim się obudzi.
Kwiaty rosły za strumykiem. Staś zdjął buty i przebrodził płytką wodę. Woda łaskotała go w palce u stóp. Zerwał pełną garść kwiatów.
Wtedy poczuł, że coś go łaskocze w nosie. To żółty pyłek.
– Ap… ap… – zaczął Staś.
Zatkał nos palcem. Nic z tego. Nos drgał dalej.
– Ap… ap…
Spróbował inaczej. Zacisnął usta i mocno zamrugał. Też nic. Kichnięcie rosło i rosło, jak balon.
„Jeśli kichnę, babcia się obudzi – pomyślał. – I nie będzie niespodzianki.”
Na paluszkach wrócił do ogrodu. Babcia drzemała w fotelu, z kapeluszem na nosie. Obok, na stoliku, stał jej czajnik. Ten czajnik gwizdał inną melodię każdemu, kto go napełnił. Staś miał swoją: tru-lu-lu, tru-lu-lu.
Staś zobaczył, że czajnik jest pusty i ma szeroki dziób. Zdjął pokrywkę, nachylił się i…
– APSIK!
Kichnięcie wpadło do czajnika i narobiło w środku wielkiego hałasu. A czajnik odpowiedział. Zagwizdał cichutko, tak jak zawsze Stasiowi: tru-lu-lu, tru-lu-lu.
Babcia uniosła kapelusz. Zobaczyła Stasia w mokrych spodniach, z żółtym pyłkiem na nosie. Zobaczyła kwiaty w jego rączkach.
– Och – powiedziała. – Czy to moja piosenka?
– To moja – szepnął Staś. – Ale kwiaty są twoje.
Położył je babci na kolanach. Czajnik jeszcze chwilę mruczał swoją melodię, coraz ciszej. Potem w ogrodzie zrobiło się ciepło i cicho, tylko pszczoła brzęczała nad kwiatami.