Zawody w społecznościPolski
Jajko w starym kaloszu
W starym kaloszu przy płocie leżało jajko. Było nakrapiane jak mała kropkowana piłeczka i całkiem ciepłe.
Ola przyjechała do babci na wieś, na cały dzień. Kogut już dawno zapiał, trawa była mokra od rosy i pachniało sianem.
– Babcia nie uwierzy! – szepnęła Ola. Wzięła jajko w obie ręce. Babcia robiła śniadanie pod jabłonią, na końcu ścieżki.
Ola ruszyła. Nagle stanęła. Ścieżką szły gęsi, jedna za drugą, bardzo powoli.
– Gę, gę – mówiły gęsi. Szły nad staw i wcale się nie spieszyły.
– Przepraszam! Ja idę do babci! – zawołała Ola.
Pierwsza gęś nawet się nie obejrzała.
Ola tupnęła. Gęsie nic. Spróbowała więc obejść je przez ogródek. Ale tam było błoto. Buty zaczęły mlaskać: plum, plum, plum. Musiała się cofnąć.
– Jeszcze chwileczkę – powiedziała sama do siebie. – Jeszcze chwileczkę.
Czekanie było bardzo trudne. Ola przestępowała z nogi na nogę i patrzyła, jak słońce świeci na dachu obory.
Wtedy zobaczyła pstrokatą kurę. Kura szła za nią krok w krok i patrzyła tylko na jajko. Kiedy Ola poszła w lewo, kura poszła w lewo. Kiedy Ola się schyliła, kura zaczęła dziobać powietrze.
Ola popatrzyła na kurę. Potem na jajko. Potem znów na kurę.
– To twoje – powiedziała cicho. – Schowałaś je w kaloszu.
Ola wróciła do płotu i położyła jajko w kaloszu, bardzo ostrożnie. Kura od razu na nim usiadła, nastroszyła pióra i zamknęła oczy.
Gęsi już dawno doszły do stawu. Ścieżka była wolna. Ola pobiegła do babci.
– Babciu, chodź! Mam coś do pokazania!
Babcia wytarła ręce w fartuch. Poszły razem, przez rosę, obok krowy, która żuła trawę. Przy płocie w starym kaloszu siedziała kura, ciepła jak piecyk. Słońce grzało Oli w plecy. Pod piórami kury coś cichutko się poruszyło.