Przejdź do treści

Zawody w społecznościPolski

Zuzia i gadający pień

W bibliotece leżał wielki, pusty w środku pień i mówił cudzym głosem.

– Mamo, ja chcę banana! – powiedział pień, chociaż nikogo przy nim nie było.

Zuzia wcale się nie zdziwiła. Pień zawsze powtarzał to, co ktoś powiedział w bibliotece godzinę wcześniej. Wszyscy o tym wiedzieli.

Zuzia przyszła po książkę o smoku. Chciała usiąść w pniu razem z pluszowym Brunem i czytać mu na głos. Ale gdy się schylała, Bruno wypadł jej z rąk. Tup, tup, tup, potoczył się w głąb pnia i zniknął.

Zuzia zajrzała do środka. Było ciemno jak w szafie.

– Bruno, chodź do mnie!

– Cicho, proszę! – odpowiedział pień głosem jakiejś pani.

Zuzia wsunęła rękę. Za krótka. Wsunęła drugą, i ramię, i prawie całą głowę. Wciąż za krótka.

Wzięła więc z pobliskiego stolika długą linijkę. Szturchnęła nią w ciemność, a Bruno odjechał jeszcze dalej.

– Oj, Bruno – szepnęła Zuzia. – Teraz jesteś całkiem daleko.

Usiadła na podłodze i patrzyła w pień. I wtedy zobaczyła, że na samym końcu świeci malutkie, okrągłe światełko. Jak mała moneta.

Pień miał drugi koniec!

Zuzia pobiegła na palcach wokół regału z bajkami. Pani Ewa stemplowała książki przy biurku: stuk, stuk. Nawet nie podniosła głowy. Za regałem leżał drugi otwór pnia, jasny i szeroki.

Zuzia weszła na czworakach. W połowie drogi dotknęła czegoś miękkiego.

– Mam cię! – wyszeptała.

Bruno siedział w ciemności, jak zawsze trochę krzywo. Zuzia przytuliła go, otworzyła książkę o smoku i zaczęła czytać szeptem.

Pień szumiał cicho dookoła. Za godzinę powie jej szept komuś innemu.