Przejdź do treści

Uczucia i emocjePolski

Ola i drzewo księżyca

Ola była dziewczynką, która mówiła tak cicho, że słyszał ją tylko pluszowy zając w jej kieszeni.

Dziś był pierwszy dzień w nowym przedszkolu. Ola bardzo chciała się z kimś pobawić. Ale w ogrodzie wszyscy już biegali, a jej nogi stały jak przyklejone.

Na środku ogrodu rosło wielkie drzewo. Każdy tu wiedział, że co pełnię księżyca wyrasta na nim jeszcze jeden krąg liści. Nikt się temu nie dziwił. Teraz miało już siedem kręgów, jak siedem spódnic jedna na drugiej.

Ola wsunęła się pod najniższe gałęzie. Było tam zielono i cicho. Ale ktoś już tam był. Chłopiec z piegami patrzył w górę i mruczał:

— Raz, dwa, trzy, cztery…

— Cześć — szepnęła Ola.

— …pięć, sześć…

Chłopiec nie usłyszał. Liczył liście, bo chciał wiedzieć, ile ich jest w pierwszym kręgu.

Ola pomachała ręką. Chłopiec patrzył tylko w górę. Ola szepnęła jeszcze raz, trochę głośniej. Nic.

Wtedy zobaczyła, że chłopiec co chwilę gubi się w liczeniu i zaczyna od początku. Ola podniosła patyk i zapukała w pień.

Stuk, stuk.

— Kto tam? — chłopiec aż podskoczył.

— Ja — powiedziała Ola. — Ola.

Pod drzewem było tak cicho, że ją usłyszał.

— A ja jestem Franek. Pomożesz mi? Ciągle się gubię.

— Pomogę — powiedziała Ola. — Ja będę pukać, a ty liczyć.

Stuk, stuk — jeden liść. Stuk, stuk — drugi.

Nagle z góry spadł żołądź. Pac! Prosto na głowę Franka.

— Dziewięć! — zawołał Franek i złapał się za głowę.

Ola parsknęła śmiechem. Głośno, tak że usłyszał ją nawet zając w kieszeni.

Potem pukała dalej, a Franek liczył. Nad nimi liście szumiały cichutko, jak ktoś, kto też liczy razem z nimi.