Odwaga i lękiPolski
Olek i liście na stawie
Na łące był staw, a na stawie pływały wielkie liście lilii. Były tak duże, że można było na nich stanąć.
Olek był małym odkrywcą. Miał plecak, czapkę i lunetę z rolki po papierze. Dziś chciał dojść na sam środek stawu, gdzie rósł żółty kwiat. Mama została na brzegu, na kocu.
– Wrócę, zanim herbata wystygnie! – zawołał.
Skakał z liścia na liść. Krok po kroku, liść po liściu. Liście były okrągłe jak talerze i lekko się kołysały. Na środku stał żółty kwiat. Pachniał jak miód. Olek spojrzał na niego przez lunetę i powiedział „ooo".
Potem chciał wracać. Rozejrzał się. Wszystkie liście wyglądały tak samo. Który prowadzi do mamy?
Na jednym liściu spała gruba żaba. Żaby znają staw, pomyślał Olek.
– Pani Żabo, którędy na brzeg?
– Kum-chrrr – odpowiedziała żaba przez sen.
Olek zapukał w liść obok niej.
– Kum-chrrr.
Żaba wcale nie chciała mu pomagać. Chciała się grzać w słońcu.
Olek wybrał liść na chybił trafił. Plum! Liść przechylił się i Olek szybko cofnął nogę. Spróbował innego, ale ten tylko kręcił się w kółko. Olek usiadł i westchnął.
Wtedy zobaczył, że na liściu, na którym siedzi, błyszczą mokre ślady. Małe, okrągłe ślady jego butów.
– To moje ślady! – szepnął.
Postawił stopę dokładnie w śladzie. Potem w następnym. Krok po kroku, liść po liściu. Raz żaba ziewnęła przez sen, liść zakołysał się i Olek zachwiał się jak na huśtawce. Ale nie spadł.
I nagle pod stopami była trawa.
– Jesteś! – powiedziała mama i nalała herbaty do kubka. Wciąż była ciepła.
Na stawie żaba chrapnęła jeszcze raz: kum-chrrr. A liście kołysały się, kołysały, aż przestały.