Odwaga i lękiPolski
Czkawka pod łóżkiem
Pod łóżkiem Zosi świeciły dwa żółte guziki. Zosia zajrzała w dół. Guziki mrugnęły.
— Hik! — powiedział ktoś w ciemności.
Spod łóżka wysunęła się kudłata łapa, a potem cały potwór, wielki jak stary dywan.
— Jestem Bulek — powiedział. — Mieszkam tu od zawsze. Zjadłem okruszki po twoim ciastku i dostałem czkawki. Hik!
Zosia była bardzo śpiąca. Chciała tylko spać. A każde „hik” podskakiwało w pokoju jak piłka.
— Cicho, Bulku — poprosiła.
— Hik! — odpowiedział Bulek. — Nie umiem.
Zosia pomyślała i sięgnęła po kubek z wodą. Kubek miał jednak małą dziurkę. Woda wylała się na kołdrę, zanim Zosia podała go potworowi.
— Hik! — powiedział Bulek. — Mokro.
Zosia spróbowała jeszcze raz. Zeszła z łóżka i poklepała go po plecach. Ale plecy były tak szerokie, że jej klepnięcie zginęło w nich jak kropla w kałuży.
— Hik!
Zosia usiadła na podłodze. Bulek też usiadł i znowu zahikał. Zosia ziewnęła. Zauważyła, że Bulek ciągle gada i szybko oddycha: mówi, oddycha, hik, mówi, oddycha, hik.
— Bulku, mam pomysł. Weź dużo powietrza i nie oddychaj. Ja też. Raz, dwa, trzy!
Zosia nadęła policzki jak balon. Bulek nadął swoje. Były okrągłe jak dwie dynie. Patrzyli na siebie. Zosia zaczęła się trząść ze śmiechu i — fuuu! — powietrze uciekło z niej z hałasem. Bulek też wypuścił powietrze: puuuf!
Czekali.
Nic. Żadnego „hik”.
— Poszła — szepnął Bulek.
— Poszła — szepnęła Zosia.
Zosia wskoczyła do łóżka i naciągnęła kołdrę, mokrą tylko trochę. Bulek wsunął się pod spód. Podłoga cicho skrzypnęła. Potem słychać było już tylko jego powolny oddech, jak wiatr w kominie, a łóżko lekko kołysało się w górę i w dół.