Odwaga i lękiPolski
Burza w nocy — bajka na dobranoc
Hela usłyszała wielkie „bum” za oknem, więc wzięła latarkę i poduszkę i poszła na górę, do dziadka.
Dziadek spał na samym szczycie domu, pod dachem. Nigdy się nie bał, nawet grzmotów. Hela chciała być przy nim, kiedy zagrzmi następnym razem.
Schody były stare i kręte. Hela szła: stopień, stopień, stopień. Obok niej drobił kot Bury. Miał swoją sprawę, bo chciał złapać ćmę, która furkotała pod sufitem.
– Dalej, dalej, po schodku – szeptała Hela.
Na półpiętrze schody się skończyły i zaczęły się dwa korytarze. Którym iść? Hela wybrała lewy. Szła, szła, aż trafiła na szafę z miotłami. Jedna miotła przewróciła się z hukiem: trzask! Hela aż podskoczyła. Bury też, a ćma uciekła.
Hela wróciła i poszła prawym korytarzem. Doszła do okna, za którym lało i lało. Dalej nic nie było. Usiadła na podłodze.
– Dalej, dalej, po schodku – szepnęła, ale już cichutko.
Wtedy latarka zamrugała i zgasła. Zrobiło się ciemno jak w kieszeni. Hela zamknęła oczy, a potem otworzyła je szeroko. I zobaczyła coś, czego przy latarce wcale nie było: cienką złotą kreskę. Kreska leżała na podłodze za rogiem, tuż za oknem.
– Bury, patrz! – szepnęła Hela. – Tam jest światło!
Poszła za rogiem, a tam stały małe drzwi, a spod nich świeciło. Zapukała. Dziadek siedział w łóżku z lampką i robił na drutach skarpetę.
– Hela? Nie śpisz? – spytał. – A ja lubię słuchać burzy. Tak sobie dziergam i słucham.
Hela wskoczyła pod koc. Bury wskoczył za nią, bo ćma siedziała na lampce.
– Bum – zagrzmiało daleko, jak beczka toczona po dachu.
Hela poczuła, że to już nie jest straszne. Druty stukały, deszcz stukał, a Bury mruczał jak mały silnik.