Przejdź do treści

Odwaga i lękiPolski

Lampka na gruszy

Na starej gruszy stał mały domek z desek. Zuzia miała w nim własną lampkę, która świeciła jaśniej za każdym razem, gdy ktoś obok się śmiał. Wszyscy w ogrodzie o tym wiedzieli.

Dziś Zuzia chciała pierwszy raz spać w domku na drzewie. Całkiem sama.

Ale wieczór zrobił się granatowy, a lampka ledwo się żarzyła. Nikt się nie śmiał. W rogu było ciemno jak w worku.

Zuzia naciągnęła koc na głowę. Pod kocem było jeszcze ciemniej. Wyjrzała więc i zaśpiewała cieniutko. Lampka mrugnęła i znów przygasła. Śmiech na zawołanie nie chciał przyjść.

Nagle: stuk, stuk, stuk. Za oknem zakołysał się długi cień, jak czyjaś ręka. Zuzia wstrzymała oddech.

– Zuzia! – zawołał ktoś z dołu. – Jesteś tam?

To był Staś, jej braciszek.

– Mój latawiec wpadł na twoją gruszę! – sapnął, wspinając się po drabince. Wszedł do środka i rozejrzał się. – Ojej. Tu jest twoja tajna kryjówka?

– Tak – powiedziała Zuzia. – Ale możesz zostać. Tylko nikomu nie mów.

Staś wychylił się przez okno i szarpnął za sznurek. Gałąź ugięła się, skrzypnęła, ale latawca nie puściła. Szarpnął jeszcze raz. Gałąź znów się ugięła i znów go trzymała.

– Uparta – westchnął.

Zuzia patrzyła na cień za szybą. Przyjrzała mu się uważnie. To wcale nie była ręka. To była długa wstążka z ogona latawca, a wiatr bił nią o okno.

– To tylko wstążka – szepnęła.

Wyciągnęła rękę, złapała koniec i zaczęła nim machać jak tancerką. Stuk, stuk, hop! Wstążka dała Stasiowi prosto w nos.

Staś parsknął. Zuzia zachichotała. Lampka rozbłysła, ciepła jak miodowa bańka, i cały domek zrobił się złoty.

– Latawiec może zostać na noc – powiedział Staś.

Położyli się obok siebie pod kocem. Wstążka stukała cichutko w szybę, stuk, stuk, a lampka świeciła dalej.