Przejdź do treści

Odwaga i lękiPolski

Szur, szur, plink za oknem

– Coś szura za oknem – szepnęła Ola do zajączka i naciągnęła kołdrę po sam nos.

Ola spała dziś pierwszy raz u babci. Bardzo chciała wytrwać do rana i nie prosić o telefon do mamy. Babcia obiecała na śniadanie naleśniki, jeśli jej się uda.

Ale poduszka pachniała inaczej niż w domu. Zegar tykał głośniej. A za oknem ciągle coś robiło: szur, szur.

Ola zamknęła oczy i liczyła owce. Doliczyła do dwudziestu, a szur, szur nie przestało. Przewróciła się na drugi bok. Przytuliła zajączka mocniej. Szur, szur.

– Babciu? – szepnęła.

Z drugiego pokoju odpowiedziało tylko chrapanie, spokojne jak mruczenie kota.

Ola wzięła duży oddech. Wyszła z łóżka na palcach, razem z zajączkiem, i odsunęła firankę.

Na gałęzi lipy siedział mały szary ptak. W dziobie trzymał niebieski guzik. Ola przypomniała sobie, co mówiła babcia: ptaki noszą drobiazgi z gniazda do gniazda i nigdy nie lecą dwa razy tą samą drogą.

Ptak podskoczył, zatrzepotał i poleciał nad dach. Pazurki zaszurały po dachówkach: szur, szur. Guzik wypadł mu z dzioba i plink! – potoczył się w dół. Ptak popatrzył za nim zdziwiony. Potem zsunął się po dachu, złapał guzik i pofrunął w ciemność, tym razem dookoła komina.

Ola zachichotała w dłoń.

– To nie straszne – szepnęła do zajączka. – To poczta.

Wróciła do łóżka. Teraz każde szur, szur było jak mały znak, że ktoś niesie coś ważnego. Ola zgadywała co. Guzik? Łyżeczkę? Piórko dla cioci Sowy?

Szur, szur, plink.

Poduszka ciągle pachniała trochę inaczej, ale była ciepła. Szur, szur robiło się coraz cichsze, jak ktoś odchodzący po miękkim dywanie. Ola zamknęła oczy i jeszcze raz usłyszała z daleka: plink.