Pory roku i pogodaPolski
Tola i kolorowe kosze
Tola układała kosze na straganie babci. Czerwony na zielony, żółty na niebieski. Wieża rosła i chwiała się jak senny kot.
– Babciu, kiedy spadnie śnieg? – spytała.
– Dziś, Tolu. Czuję go w nosie.
Tola bardzo chciała zobaczyć pierwszą śnieżynkę. I pokazać ją babci, zanim zniknie. Usiadła na pudle i patrzyła w niebo. Szare. Nic.
– Poczekam jeszcze troszkę – szepnęła.
Pod straganem skakał mały wróbel. Szukał okruszków po bułce. Ćwir, ćwir. Wcale nie zależało mu na śniegu.
Nagle coś białego zawirowało w powietrzu, lekkie jak piórko. Tola złapała to w dłoń i zamknęła palce. Otworzyła. Została tylko mokra kropelka.
– Uciekła! – zawołała.
Spróbowała jeszcze raz. Chwyciła żółty kosz i pobiegła za następną śnieżynką. Potknęła się o własną nogę. Bum! Cała wieża koszy runęła na ziemię. Kosze potoczyły się na wszystkie strony. Jeden zatrzymał się przy wróblu, a wróbel wskoczył do środka i wystawił główkę.
– Ćwir! – powiedział oburzony.
Tola wybuchnęła śmiechem. Zaczęła zbierać kosze, a na dworze zrobiło się biało od płatków. Wtedy zobaczyła coś dziwnego. Na jej wełnianej rękawiczce leżała śnieżynka. I nie znikała.
– Moja ręka jest ciepła – szepnęła Tola. – A rękawiczka jest zimna z wierzchu. Dlatego została!
Cichutko, cichutko podeszła do babci. Nie biegła, żeby nie zgubić gwiazdki.
– Babciu, patrz.
Babcia pochyliła się nisko, aż okulary jej się zaparowały. Na rękawiczce błyszczała mała gwiazdka, mniejsza od okruszka.
Wokół nich śnieg siadał na kolorowych koszach. A z żółtego kosza raz jeszcze odezwał się wróbel: ćwir.