Pierwsze razyPolski
Staś i zimny stetoskop
Staś tupał w śniegu przed przychodnią. Płatki spadały mu na nos i dzwoniły cichutko: dzyń, dzyń. Nikt się temu nie dziwił, bo w tym miasteczku zawsze tak było.
– Chodź, Stasiu – zawołała mama. – Idziemy do lekarza!
W gabinecie czekała pani doktor w okrągłych okularach. Najpierw zajrzała Stasiowi do gardła.
– Powiedz: aaa.
– Aaaa! – powiedział Staś.
Potem poświeciła małą latarką do jednego ucha, do drugiego, i pokiwała głową.
– Zostało jeszcze serce. Posłucham, jak bije.
Staś bardzo tego chciał. Chciał usłyszeć swoje serce: tup-tup, tup-tup. Musiał tylko siedzieć spokojnie jak kamień.
Pani doktor przyłożyła stetoskop do jego piersi.
– Zimne! – pisnął Staś i podskoczył. Miś spadł mu z kolan.
– Spróbujmy jeszcze raz – powiedziała pani doktor.
Staś wziął wielki oddech i zacisnął zęby. Zimno! Znowu podskoczył. Potem zaśmiał się, bo go połaskotało. Pani doktor słyszała tylko chichot.
Spróbował jeszcze z zamkniętymi oczami. Podskoczył.
– Hm – powiedziała pani doktor. – Zimne rzeczy bywają trudne.
Staś popatrzył na stetoskop. Był z metalu, jak łyżka z lodówki. Co robi się z zimnymi rękami? Chucha się w nie!
– Poproszę go na chwilkę – powiedział.
Pani doktor się zdziwiła, ale podała mu stetoskop. Staś ułożył go w dłoniach i chuchnął: ha-a-a. Potem potarł go o rękaw swetra, raz i drugi.
– Gotowe. Teraz ciepły.
Pani doktor przyłożyła stetoskop do jego piersi. Staś nie podskoczył. Siedział jak kamień, tylko miś na kolanach lekko się przechylił.
– Słyszę – szepnęła pani doktor. – Chcesz posłuchać?
Włożyła mu do uszu dwie miękkie słuchawki. I Staś usłyszał: tup-tup, tup-tup, tup-tup. Jakby ktoś w środku cichutko maszerował.
Za oknem padał śnieg. Jeden płatek wpadł przez szparę i wylądował Stasiowi na nosie. Dzyń, zadzwonił. A w uszach dalej szło: tup-tup, tup-tup.