Pierwsze razyPolski
Szpak z guzikiem
Zuzia liczyła wszystko, co miała przed nosem: schody, kałuże, nawet guziki przy kurtce. Dziś w przedszkolu chciała policzyć dzieci. Kiedy wiedziała, ile ich jest, od razu robiło jej się odrobinę raźniej.
Mama pocałowała ją w czoło i poszła.
– Jeden, dwa, trzy… – zaczęła Zuzia.
Ale dzieci biegały. Chłopiec w zielonych spodniach przemknął w jedną stronę i zaraz w drugą. Był jeden czy było ich trzech?
– Stójcie, proszę! – zawołała Zuzia.
Nikt nie stanął.
Spróbowała więc inaczej. Wzięła kredkę i zaczęła stawiać kreski na kartce. Kreski wyszły krzywe, a dzieci i tak kręciły się jak fasolki w garnku. Zuzia usiadła pod oknem i pociągnęła nosem.
Wtedy w szybę stuknęło: puk, puk.
Na parapecie stał szpak. W dziobie trzymał mały czerwony guzik. Nikt się nie zdziwił, bo ptaki zawsze przenosiły drobiazgi z gniazda do gniazda i nigdy nie robiły tego dwa razy tak samo. Wczoraj jeden niósł łyżeczkę na jednej nodze. Ten szpak szedł tyłem, bardzo poważnie, krok za krokiem.
– Patrzcie! – szepnął ktoś.
I dzieci przybiegły do okna. Jedno, drugie, trzecie. Stanęły przy parapecie, nawet chłopiec w zielonych spodniach. Nikt się nie ruszał, bo szpak szedł coraz bliżej skrzynki z gniazdem.
Zuzia nie musiała nic mówić. Liczyła cichutko, palcem w powietrzu.
– Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem…
Szpak zrobił ostatni krok tyłem. Guzik wpadł do gniazda: tik.
– …i ja. Dziewięć – powiedziała Zuzia.
Poczuła po obu stronach ciepłe ramiona. Dziewięcioro dzieci stało przy oknie, a szpak w skrzynce cicho pisnął, jakby też coś policzył.